Czy skończyłeś 18 lat?

Piwne bitwy Krzyżaków

Ciężki budynek w pobliżu katedry św. Szczepana w Wiedniu kryje setki drewnianych skrzyń. To siedziba i archiwum Krzyżaków. Choć państwo zakonne zostało zlikwidowane, to oficjalnie papieże nigdy nie rozwiązali samego zakonu.

Krzyżacy, obok joannitów i templariuszy, należą przecież do najsłynniejszych zakonów rycerskich, które powstały w czasie krucjat do Ziemi Świętej w XII wieku. W Polsce Krzyżacy kojarzą się głównie z bitwą pod Grunwaldem. Tymczasem działają do dziś, a jeszcze ponad dwieście lat temu Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie miał zaledwie 60 km na wschód od Wrocławia, w Namysłowie, średniowieczny zamek i browar. Po co? Skrzynie z tymi informacjami czekają dopiero na otwarcie. Drewniane sejfy na wiedzę mają numery od 51 do 63.

Nastoletni biskup

W 1931 roku Albrecht Haselbach, kolekcjoner, właściciel browaru i zamku w Namysłowie, zainteresował się historią swojej posiadłości. Wiedział, że warownię wzniósł w XIV wieku Karol IV Luksemburski, Święty Cesarz Rzymski, znał dzieje tutejszego piwa warzonego od setek lat, gdzieś usłyszał, że w Namysłowie mogli również mieszkać Krzyżacy. Krzyżacy? Ta informacja zaintrygowała przedsiębiorcę.
- Kwerendę na zlecenie Haselbacha przeprowadził Fritz Rotschate, który dotarł do dokumentów stwierdzających, że na Dolny Śląsk Krzyżaków sprowadził książę wrocławski Henryk I Brodaty w 1222 roku, nadając im wieś

Łasucice na ziemi namysłowskiej. Myślę, że dla browarnika to była bardzo ważna wiadomość, nadawała bowiem historii jego regionu szczególnej wagi – mówi dr Dariusz Woźnicki z Instytutu Kultury Rycerskiej. – W Centralnym Archiwum Zakonu Krzyżaków w Wiedniu, w skrzyni nr 51, znajdują się zapiski o Karolu IV Luksemburskim, który w 1348 roku kupił Namysłów. Kolejni władcy rozbudowywali potężny obiekt, żeby w 1703 roku sprzedać go Krzyżakom. Choć skrzynie w wiedeńskiej siedzibie zakonu ciągle czekają na otwarcie, ze spisów zawartych w nich dokumentów można powoli układać historię Krzyżaków w Namysłowie.

Po utracie Prus w XVI wieku rycerze w habitach tracili nie tylko znaczenie, ale i majątki. Ostały się głównie domy zakonne na terenie Rzeszy Niemieckiej, a siedziba wielkich mistrzów została najpierw przeniesiona do Mergentheim w Wirtembergii, a dopiero potem do Wiednia. Bracia musieli zadbać o siebie sami. Decyzję o sprzedaży Krzyżakom średniowiecznej warowni w Namysłowie podjął Leopold I Habsburg, „z Bożej łaski uświęcony i wybrany Cesarz Rzymski, po wieki August, król Niemiec, Węgier, Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii etc. etc.”. Zakon zapłacił za posiadłość i sześć pobliskich wsi 110 tysięcy węgierskich guldenów, co było jak na tamte czasy niebagatelną sumą. – Myślę, że do osadzenia Krzyżaków w Namysłowie przyczynił się Wielki Mistrz Franz Ludwig von Pfalz-Neuburg, którego ojciec znał cesarza. Pochodził z jednej z najstarszych niemieckich dynastii. Oprócz funkcji zakonnych pełnił również urząd namiestnika Śląska. Jako że Krzyżacy kupowali zamek z browarem, musieli być nim żywo zainteresowani, nie tylko ze względów ekonomicznych – tłumaczy dr Woźnicki.

Wizerunek krzyżaka z XVIII w. wg francuskiego opracowania Histoire des Ordres Monastiques (Paryż 1721)

Wielki Mistrz von Pfalz-Neuburg robił – z punktu widzenia nas współczesnych – karierę dość niezwykłą. Zanim się urodził, ojciec już przeznaczył go do stanu duchownego. Kiedy mały Franz miał osiem lat, papież pozwolił mu na noszenie tonsury, którą okalały włosy, mające przypominać koronę cierniową. W wieku czternastu lat przyjął niższe święcenia kapłańskie, biskupem został jako dziewiętnastolatek. W trzydzieste urodziny stał się Mistrzem Zakonu.
– W skarbcu krzyżackim w Wiedniu po Wielkim Mistrzu von Pfalz zachowało się kilka pamiątek. Zadziwiające, że to głównie… pokale z karkonoskich hut. Piękne, wykonane z przeźroczystego szkła, mają misterny grawerunek. To potwierdzone świadectwo czynnego zainteresowania piwem mistrza i jego zakonu – śmieje się dr Woźnicki.

Nakaz picia

Co działo się w Namysłowie w krzyżackich czasach? Rycerze w habitach mieli sporo obowiązków, m.in. niezwykle prężnie rozwijali piwny biznes. Ponieważ w tamtych czasach niemal każdy warzył własne piwo, Krzyżacy – właściciele największego w okolicy browaru musieli zabezpieczyć własne sprawy. Wpadli więc na genialnie prosty pomysł. Mieszkańcy podległych im wsi mieli kupować wyłącznie piwo z zakonnego browaru. Innego wyjścia nie mieli, tym bardziej że Krzyżacy sprawowali nad zakupionym terenem również władzę sądowniczą.

W każdej chwili mogli najzwyczajniej nadużyć władzy albo – do ich obowiązków należało utrzymywanie więźniów kryminalnych – po prostu obciąć skazanym racje żywnościowe. Krzyżacką maszynkę do robienia pieniędzy napędzał również jeszcze piętnastowieczny przywilej, dzięki któremu rycerze pobierali cło od piwa, bydła i wozów, które przejeżdżały przez tereny zakonu. Oczywiście, zarówno przymus picia krzyżackiego piwa, jak i cła powodowały wieczne konflikty. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to… Ponad Krzyżakami stał cesarz, ten zaś zwolnił Namysłów z płacenia podatków na całe cztery lata. Niemniej jednak przedsiębiorcy w habitach musieli sobie radzić doskonale, skoro po oblężeniu Namysłowa w czasie I wojny śląskiej stać ich było na odbudowanie zniszczonego zamku, a w 1771 roku zaczęli wznosić dodatkowe skrzydło, zamykając nim dziedziniec.

Z czasem jednak pojawiły się kłopoty. Nie każdy mistrz się sprawdzał, bywali i tacy, którzy trwonili majątek na kobiety i błyskotki. Pod koniec XVIII wieku browar o mało nie upadł, jednak już w 1802 roku na czele namysłowskich Krzyżaków stanął Frank Heinrich Freiherr von Hettersdorf. Choć nie wiadomo jeszcze jak, podwoił zakonny majątek zaledwie w osiem lat. Namysłów kwitł. – 30 października 1810 roku zakonom król Fryderyk Wilhelm II odebrał wszystkie dobra kościelne na terenie Prus. Namysłowski komtur zrezygnował z odszkodowania, w zamian za co otrzymał pobliski folwark Glausche, czyli dzisiejszą Głuszynę – mówi Dariusz Woźnicki. – Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że w XVIII w. działali na terenie dzisiejszej Polski Krzyżacy. Przeglądanie trzynastu skrzyń z Wiednia może nam zająć miesiące. Ale czuję, że czeka na nas wiele niespodzianek, być może odnajdą się stare receptury piwne?

No tak, dla wielu byłyby cenniejsze niż złoto.

Joanna Lamparska
Podróżniczka, pisarka i autorka książek
o tajemnicach historii.